Home / 2017 / October

Czy da się osiągnąć transparentność, z jaką mielibyśmy do czynienia podczas spotkania wszystkich producentów przy jednym stole? Czy Blockchain wprowadzi do świata mody otwartość kojarzoną z branżą technologiczną? Odpowiedź na to i inne pytania znajdziecie w moim wywiadzie z Nelianą Fuenmayor, założycielką A Transparent Company, firmy oferującej innowacyjne rozwiązania biznesowe dla marek modowych, którym zależy na transparentnej i etycznej produkcji.   Jak z projektantki stałaś się przedsiębiorczynią, łączącą świat technologii z modą oraz z transparentną i etyczną produkcją? N.F.: Wszystko zaczęło się w 2012 roku. Odczuwałam frustrację spowodowaną tym, że ludzie z branży niczym się ze sobą nie dzielili. Inspirowało mnie Honest By, które w owym czasie wprowadziło pewne zamieszanie. Poznałam też Jessi Baker kiedy zakładała  Provenance. Okazało się, że obie snujemy wizje o otwartości marek i producentów. Tak rozpoczęła się nasza przyjaźń i współpraca. W branży technologicznej panuje o wiele większa otwartość, myślenie open source. To przeciwieństwo mody. Wierzę, że przemysł modowy musi się uczyć tego od innych i przyspieszać pozytywne zmiany. W ramach współpracy z Provenance, chciałabym za sprawą technologii  Blockchain wprowadzać innowacje zwiększające transparentność mody. Jakie znaczenie i zastosowanie ma technologia Blockchain w kontekście mody? N.F.: Blockchain w branży mody ma na celu udostępnienie klientom szczegółowych informacji na temat dostawców poprzez beacony, które można umieścić w elementach ubioru i zeskanować. Blockchain kładzie nacisk na odpowiedzialność, podobnie jak audytorzy. Zamieszczone informacje tworzą tzw "cyfrowy paszport" i nie mogą ulec zmianie. Nie ma też pośredników. Nie oznacza to, że nie można wpisać błędnych lub nieprawdziwych danych, lecz Blockchain w niedługim czasie wykryje kłamstwo, powiadamiając pozostałe firmy z danego łańcucha dostaw. Często wyjaśniam funkcjonowanie i zalety tej technologii, mówiąc, że przypomina ona współczesne portale społecznościowe publikujące opinie klientów - może budować ich zaufanie i lojalność lub przekreślić dalsze losy marki.   Wierzę, że przemysł modowy musi się uczyć tego od innych i przyspieszać pozytywne zmiany. W ramach współpracy z Provenance, chciałabym za sprawą technologii  Blockchain wprowadzać innowacje zwiększające transparentność łańcuchów dostaw w przemyśle mody. Jaki wygląda pierwszy krok? N.F.: To bardzo łatwe. Marka lub projektant zaczyna od stworzenia profilu firmy na  Provenance Dapp (zdecentralizowana aplikacja). Niezależnie od tego, czy mamy swój łańcuch dostaw, czy dopiero zaczynamy, musimy zaprosić dostawców do udostępnienia informacji na platformie. W ten sposób oddajemy głos każdemu współtwórcy naszej kolekcji. W ramach Proof of Concept dotyczącego brytyjskiego łańcucha dostaw dostarczającego wełnę z alpak duńskiej projektantce Martine Jarlgaard, dane z Blockchain wpletliśmy w opowieść, stanowiącą część wielokanałowej strategii komunikacyjnej marki. Informacje zaczerpnięte z Blockchain są w formie time stampów dotyczących tak zwanego transferu dóbr. W tym wypadku chodziło m.in. o etapy, w których z wełny uzyskujemy przędzę, a z przędzy element ubioru. Automatycznie dodawana jest data, godzina i lokalizacja każdego z tych wydarzeń. Przypomina to Tweety. Gdy informacja pojawi się w sieci, nie można jej edytować. To jak publiczna grupa dostawców na whatsappie lub tagowanie ludzi na instagramie. W ten sposób produkt lub jego historia staje się łącznikiem osób zaangażowanych w produkcję. Provenance zapewnia bezpieczeństwo korzystania z technologii Blockchain, potrzebne do zbudowania zaufania i transparentności. Na tym polega różnica między tym, co oferujemy a zwykłym przekazem marek, niosącym ryzyko greenwashingu.   Czy technologia Blockchain jest na to odporna? N.F.: Na pewno jest odporna na informacje o zrównoważonych i etycznych praktykach, które miałyby okazać się nieprawdziwe w przyszłości. Jednym z problemów przemysłu modowego jest brak wiary w zapewnienia dostawców, przez co nie są one publicznie udostępniane. Silna obawa przed konkurencją również jest tu nie bez znaczenia. Co nam zostaje? Historyjka, która może być całkowicie zmyślona. Tłumaczę przedstawicielom marek, że wszyscy zmagają się z tymi samymi dylematami, dla których przy odrobinie otwartości można znaleźć wspólne rozwiązanie. Brzmi to idealistycznie, lecz widzę, że to się dzieje w innych branżach w zakresie przyznawania certyfikatów i tworzenia standardów zrównoważonej produkcji. Jednym z czynników zmiany w świecie mody jest brytyjska Ustawa o współczesnym niewolnictwie. Uświadamia ona ludziom, że nawet duże firmy muszą tworzyć koalicje, aby uzyskiwać wiarygodne informacje od fabryk. Łańcuchy dostaw to złożone struktury, a fabryki rządzą się własnymi prawami. Można więc pozyskać informacje, ale czy są one prawdziwe? W tym miejscu wkracza Blockchain, przyznając każdemu produktowi unikatowy numer, pozwalający prześledzić jego drogę, w tym materiały, których użyto do jego produkcji.   Jak to możliwe? N.F.: Prowadzę dla Provenance projekt z organizacją pozarządową współpracującą z rolnikami z Indonezji. Chodzi o dowody na obecność sprawiedliwego handlu. Mamy  więc dodatkowo transparentność finansową, co jest fascynujące. Rolnicy za pomocą smsów informują nas, ile zebrali kokosów oraz czy zapłacono im kwotę wyliczoną na podstawie zaleceń ONZ dotyczących godnej pensji. Wszystkie te dane trafiają do Blockchain. To podejście oddolne. Chcemy, aby przedsiębiorstwa przyznające certyfikaty poznały świat cyfrowy, bo na razie uzyskanie certyfikatu to zakup logo drukowanego na opakowaniu produktu. Blockchain pozwala uzyskać więcej informacji niż podczas audytów, odbywających się najwyżej kilka razy w roku. Pochodzenie produktu to potencjał do stworzenia opowieści służącej tworzeniu tożsamości marki. To jednak wymaga dokładnego sprawdzenia łańcucha dostaw. Jak możesz do takiego działania nakłonić marki? N.F.: Wszystko sprowadza się do współpracy. Blockchain może łączyć dane na jednej płaszczyźnie, zwanej przez Jessi Baker, założycielkę Provenance, „uniwersalnym źródłem prawdy”.  Każdy może zgłosić błędy. Na szali jest przyszła reputacja marki; to zarządzanie ryzykiem. Wyobraźmy sobie dostawców siedzących przy jednym stole. Gdy spytamy ich o kolor koszulki każdego z obecnych, a ktoś o świetnej reputacji lub wysokiej pozycji powie, że czarny t-shirt jest biały, inni uczestnicy rozmowy mogą swobodnie poinformować go, że popełnił błąd. Blockchain jako zdecentralizowana księga udostępnia informacje każdemu w tym samym czasie. Nie da się ich skopiować, na ich treść nie ma wpływu nikt z zewnątrz. Blockchain jest nie do złamania.   Czy macie w ofercie także aplikację lub inne narzędzie dla pracowników, za pośrednictwem którego mogą anonimowo opisywać warunki pracy? N.F: Sami nie posiadamy takich narzędzi, ale współpracujemy z organizacjami, które mogą podłączać swoje systemy do Blockchain. Istnieje duży potencjał współpracy. Jeśli zbiorą się wszyscy, którzy mają wspólne cele, szybko znajdziemy rozwiązania.    Które marki twoim zdaniem wprowadzą tę technologię? Czy będzie ona też dostępna dla klientów o mniejszych zasobach finansowych? N.F.: Należy wspomnieć dwie kwestie. Po pierwsze, istnieją marki, które zbierają informacje od dostawców i korzystają z odpowiednich narzędzi, ale mają trudności z przystępnym zakomunikowaniem tego klientowi. Nie brakuje rzetelnych informacji, ale kolejnym krokiem powinno być ich udostępnianie w przystępny, przyjemny wizualnie i interaktywny sposób, który byłby dobrym doświadczeniem dla klienta.   Po drugie, jak sprawić, że konsumenci uwierzą w te informacje? Czasami wierzymy w nie, bo chcemy zakupić dany produkt i poczuć się dobrze, że jest on organiczny i opatrzony certyfikatami. Ale skąd wiemy, że coś, za czym stoi technologia taka jak Blockchain jest lepsze od innych produktów? Za pięć lat będziemy mieć świadomość, która marka kawy lub koszulek korzysta z łańcucha dostaw monitorowanego przez Blockchain, a która nie. To całkowicie zmieni kwestie zaufania i lojalności klientów.   Jakie są oznaki dążenia do bardziej holistycznych rozwiązań w modzie? N.F.: W ciągu ostatnich 10 lat liczba wegan w Wielkiej Brytanii wzrosła trzykrotnie. To niesie za sobą powstawanie nowego modelu konsumenckiego, komunikacyjnego i produkcyjnego. Wielu klientów szuka alternatyw dla skóry. Wiele marek z kolei przyjmuje strategie, które pozwalają na zrównoważony rozwój i budowanie zaufania. Wdrażanie nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, wszystko zmieni. A początki tej zmiany widać już teraz.   Jakie są Twoje najbliższe plany? N.F.: Właśnie dołączyłam do programu akceleratora Fashion For Good prowadzonego przez Plug and Play i Fundację C&A . Wraz z dziewięcioma innymi startupami będziemy rozwijać narzędzia na rzecz zrównoważonego rozwoju w przemyśle modowym. A Transparent Company będzie mogło dostosować więc produkt do potrzeb marek modowych, które jeśli wykorzystają naszą technologię, będą mogły zostać pionierami radykalnej transparentności. Dwunastotygodniowy projekt zaczyna się w Amsterdamie. Na początku grudnia przedstawię wyniki panelowi ekspertów, który wybierze najlepsze rozwiązania i przyzna im dofinansowanie.   [caption id="attachment_4310" align="aligncenter" width="1024"] 5 Smart labelling, Washable NFC tag on care label, NFC and QRcode swing tag and Blockchain timeline. Photography by A Transparent Company and Provenance[/caption]

READ MORE

W marcu 2017 roku przyjechałam do Sao Paulo i odbyłam rozmowę z Natalią Suzuki i Andre Camposem z Reporter Brasil, miejscowej organizacji pozarządowej zrzeszającej dziennikarzy śledczych i działającej na rzecz obrony praw człowieka w miejscach pracy. Ich celem jest wyeliminowanie niewolniczej pracy ze wszystkich sektorów. W tej pouczającej rozmowie omawiamy problemy globalne, z którymi mierzą się wszyscy producenci mody korzystający z łańcucha dostaw. Wyjaśnimy również, jak migracje, handel ludźmi i dyskryminacja są powiązane z produkcją odzieży. Na czym polegają wasze działania w branży modowej realizowane dla Reporter Brazil? A.C.: Dla Reporter Brazil sprawdzam łańcuchy dostaw w kilku sektorach gospodarczych. Pracuję nad projektami, które ułatwiają ujawnianie nielegalnego zatrudnienia, złych warunków pracy, współczesnego niewolnictwa lub zakazanych praktyk środowiskowych w Brazylii. Po utworzeniu mapy powiązań złych warunków zatrudnienia z działaniami globalnych przedsiębiorstw, publikujemy nasze wyniki w formie raportów oraz na platformach multimedialnych itp. Informacje związane z przemysłem odzieżowym gromadzi przyjazna użytkownikowi aplikacja Moda Livre. Pozwala brazylijskim klientom dowiedzieć się, jakie działania podejmują rodzime i zagraniczne marki w celu kontroli łańcuchów dostaw; czy są dobrze poinformowane i jaką mają politykę monitorowania i egzekwowania tego, czy respektowane są prawa człowieka.    [caption id="attachment_4247" align="aligncenter" width="934"] Reporter Brasil team with the founder Leonardo Sakamoto[/caption] Jaka jest specyfika sektora odzieżowego w Brazylii? A.C.: Brazylijski przemysł odzieżowy jest duży. Branże tekstylna i modowa są w sumie warte 63 miliardy dolarów, a rocznie powstaje 9,5 miliona sztuk odzieży (dane z 2012). To także jedna z największych liczba miejsc pracy w kraju. Nie eksportujemy jednak zbyt wiele ubrań, bo większość produktów jest noszona przez Brazylijczyków. Choć rynek jest zorientowany na sprzedaż w kraju, liczy 200 milionów osób i zatrudnia setki tysięcy pracowników. Niestety, naruszenia, które dostrzegamy, nie różnią się zbytnio od tych obecnych w innych światowych stolicach przemysłu odzieżowego. Natrafiliśmy na warsztaty, działające pod dużą presją popytu, gdzie pracownicy mają ogromne godzinowe nakłady pracy przy pensji minimalnej. Tak jak w wielu krajach z pensji minimalnej w Brazylii nie da się wyżyć. N.S.: Większość zakładów tego typu jest ulokowana w centrum Sao Paulo, bo to tańsza okolica. Niektóre z nich wynoszą się poza miasto, aby uniknąć inspekcji.  Zakłady istniały już w latach 70. i 80. W tamtych czasach zatrudniano głównie Brazylijki. Ale od lat 90. migranci z Boliwii, Peru i Paragwaju są główną siłą roboczą w przemyśle odzieżowym. Początkowo właścicielami zakładów byli Koreańczycy, aż do początków wieku, gdy poprawiła się sytuacja ekonomiczna Latynosów. Zaczęli oni sami prowadzić zakłady praktykujące wyzysk i zatrudniać nowych pracowników. Warunki panujące w tych miejscach wciąż są bardzo niepewne. W jaki sposób sektor odzieżowy opiera się sile roboczej migrantów i skąd oni pochodzą? N.S.: Rekrutację przeprowadza złożona międzynarodowa siatka, działająca półformalnie i nie do końca zgodnie z prawem. Pracowników zazwyczaj werbuje się w ich rodzinnych miastach, tak jest na przykład w Boliwii, często również przez rodzinne powiązania. Są okłamywani co do warunków pracy. Obiecuje im się wysokie wynagrodzenie, ale muszą pokryć koszty podróży i życia. Trafiają więc do Brazylii z nieplanowaną pożyczką, którą muszą spłacić. Koszty życia określa pracodawca, bo większość pracowników-migrantów mieszka z rodzinami na terenie zakładów. Kolejnym czynnikiem, który nie pozwala im się wyrwać, jest bariera językowa. Nie znają portugalskiego i ledwo się komunikują z ludźmi spoza ich społeczności. Boliwijski kodeks pracy ma mniej obostrzeń niż brazylijski. Wszystko to sprawia, że pracownicy obawiają się zgłosić komuś swoją sytuację, szczególnie gdy mają nieuregulowany status pobytu.  Jeśli nie zarejestrują się jako pracownicy, prawo pracy nie będzie ich chronić. Jak odkryliśmy, pracodawcy często  szantażują pracowników, którzy kontaktowali się z władzami. Niegodziwe warunki pracy mają wymiar wielopłaszczyznowy, a wymienione powyżej aspekty czynią pracowników bezbronnymi i sprawiają, że nie wiedzą, jak się zgłosić po pomoc. A.C.: Z niskiej pensji muszą opłacić wyżywienie i zakwaterowanie, zapewniane przez właściciela fabryki. Do takiej sytuacji dochodzi w wielu miejscach, potwierdzili to również inspektorzy brazylijskiego Ministerstwa Pracy, wyspecjalizowani we współczesnym niewolnictwie. Trafiali oni na migrantów zmuszanych do szycia ubrań dla najbardziej rozpoznawalnych i przynoszących największe dochody marek, czego przykładem była słynna sprawa ZARY z 2011 roku. Polityka cenowa stanowi problem. Małe zakłady konkurują ze sobą. Chcą zostać partnerami dużych graczy w łańcuchu dostaw. To prowadzi do zaniżania cen i obcinania wynagrodzenia pracowników. Jak można zlecić produkcję fabryce, która nie ma osobowości prawnej?   N.S.: Teoretycznie to niemożliwe. W praktyce jest inaczej. Natrafiliśmy na wiele przypadków sprawdzanych przez miejscowych inspektorów pracy, gdzie zarówno zakład, jak i pracownicy działali na czarno. Najpowszechniejszym problemem jest to, że marka zleca produkcję zarejestrowanej fabryce w Sao Paulo, zapewniającej dobre warunki pracy, ale ta podzleca część produkcji komuś innemu, np. zakładom działającym na czarno lub osobom szyjącym w domach. To oznacza potencjalną utratę wiarygodności, ale producenci podejmują ryzyko, żeby zaspokoić popyt. A.C.: Polityka cenowa stanowi problem. Małe zakłady konkurują ze sobą. Chcą zostać partnerami dużych graczy w łańcuchu dostaw. To prowadzi do zaniżania cen i obcinania wynagrodzenia pracowników. N.S.: Pensja zależna jest od tempa produkcji. To zmusza ludzi do pracy po 15-17 godzin dziennie. A.C.: W Reporter Brazil wierzymy, że marki muszą wyznaczać standardy swoim dostawcom. Z tymi, którzy nie zapewniają godziwych warunków pracy, powinny zerwać stosunki biznesowe. Gdy do tego dojdzie, ważne, żeby nie odbijało się to na pracownikach. Dzięki odpowiedniej polityce i programom szkoleniowym, można tym osobom znaleźć nowe miejsca pracy wśród firm należących do łańcucha dostaw. Wiele przypadków złych warunków pracy jest powiązanych z krótkotrwałym zatrudnieniem, nie dłuższym niż rok. Ci ludzie ciągle zmieniają pracę i nie mają żadnego zabezpieczenia socjalnego. [caption id="attachment_4271" align="aligncenter" width="1024"] Photo by Lilo Clareto from Repórter Brasil[/caption] N.S.: Marka nie zatrudnia pracowników bezpośrednio, a zakład może to robić na czarno. Często same zakłady nie są zarejestrowane, więc nie mają jak zatrudniać ludzi zgodnie z prawem. Gdy Amerykanie przeprowadzili audyty w takich miejscach, okazało się, że właściciele nie mają niezbędnych dokumentów, nie płacą podatków i nie szanują praw pracowniczych, za to sami pracownicy mieszkają na terenie wytwórni. Wszystko to się na siebie nakłada. Nawet osoby dobrze przygotowane do przeprowadzenia inspekcji miejsc pracy i dostrzegające nielegalne praktyki, takie jak współczesne niewolnictwo, nie umieją sobie z nimi radzić. Jakie podejmuje się kroki w takich wypadkach? A.C.: Po sprawie marki ZARA nasz zespół sprawdził, jakie procedury wprowadziła firma. Co zrobiono, żeby lepiej kontrolować łańcuch dostaw po wykryciu naruszeń udowodnionych przed sądem? Niestety, choć nastąpiły pewne zmiany, firma wciąż nie ma narzędzi kontroli łańcucha dostaw, jeśli fabryki podzlecają pracę mniejszym, nie poddawanym audytom zakładom. Tak dzieje się często w przypadku zamówień nieuwzględniających realnej wydajności produkcyjnej fabryki. Nasz pomysł polega na jak najszybszym przywróceniu jej regularnego trybu pracy. Uważamy, że należy tego dokonać poprzez pociągnięcie pracodawcy do odpowiedzialności za wszelkie naruszenia. To zmusiłoby firmy do wypłaty pracownikom pieniędzy na pokrycie długów, świadczeń socjalnych, nadgodzin i niedostatków w pensjach. Czasem działalność zakładu jest kontynuowana na nowych warunkach, a w innych przypadkach musi on zostać zamknięty. Ludzie tracą pracę i otrzymują zasiłek. Chcielibyśmy, żeby każda marka miała agenta reprezentującego ją w Brazylii, który w sposób odpowiedzialny wybierałby miejsca zapewniające odpowiednie warunki finansowe i prawne pracownikom: zgodne z prawem wynagrodzenie i świadczenia socjalne. Czy Waszym zdaniem certyfikaty są wiarygodne? A.C.: Nie uważam ich za bezużyteczne. Ustanawiają standardy i pozwalają przedsiębiorstwom się doskonalić, ale na pewno magicznie nie rozwiążą problemu. To narzędzie o ograniczonych możliwościach. Nasza organizacja opisała zjawisko występujące nie tylko w Brazylii, ale także w innych regionach świata. Nawet osoby dobrze przygotowane do przeprowadzenia inspekcji miejsc pracy i dostrzegające nielegalne praktyki, takie jak współczesne niewolnictwo, nie umieją sobie z nimi radzić. Inspektor powinien być na miejscu całodobowo przez siedem dni w tygodniu, żeby mieć wgląd we wszystkie problemy. To jednak niewykonalne ze względów finansowych. Nie możemy liczyć więc na to, że zaświadczenia rozwiążą wszelkie kwestie, w tym niepłatne nadgodziny. Dlatego należy rozmawiać o tym, jak przedsiębiorstwa organizują zamówienia produkcyjne i w jakich ilościach. Czy upewniają się, że fabryki mają wystarczająco dużo pracowników i nie będą wymagać zostawania po godzinach? Jak sprawdzają, że fabryka nie podzleca pracy małym zakładom? Czy zamierzają płacić więcej uczciwym wykonawcom? Jak wywieracie na nie presję? A.C.: Część naszej pracy polega na angażowaniu się w wielostronne inicjatywy takie jak Narodowy Pakt o Zwalczaniu Niewolniczej Pracy. Monitorujemy reakcje przedsiębiorstw: czy oraz w jaki sposób wprowadzają nowe zasady, a może tylko dużo o nich mówią?    

READ MORE