Home / Posts Tagged "wywiad"

Czy da się osiągnąć transparentność, z jaką mielibyśmy do czynienia podczas spotkania wszystkich producentów przy jednym stole? Czy Blockchain wprowadzi do świata mody otwartość kojarzoną z branżą technologiczną? Odpowiedź na to i inne pytania znajdziecie w moim wywiadzie z Nelianą Fuenmayor, założycielką A Transparent Company, firmy oferującej innowacyjne rozwiązania biznesowe dla marek modowych, którym zależy na transparentnej i etycznej produkcji.   Jak z projektantki stałaś się przedsiębiorczynią, łączącą świat technologii z modą oraz z transparentną i etyczną produkcją? N.F.: Wszystko zaczęło się w 2012 roku. Odczuwałam frustrację spowodowaną tym, że ludzie z branży niczym się ze sobą nie dzielili. Inspirowało mnie Honest By, które w owym czasie wprowadziło pewne zamieszanie. Poznałam też Jessi Baker kiedy zakładała  Provenance. Okazało się, że obie snujemy wizje o otwartości marek i producentów. Tak rozpoczęła się nasza przyjaźń i współpraca. W branży technologicznej panuje o wiele większa otwartość, myślenie open source. To przeciwieństwo mody. Wierzę, że przemysł modowy musi się uczyć tego od innych i przyspieszać pozytywne zmiany. W ramach współpracy z Provenance, chciałabym za sprawą technologii  Blockchain wprowadzać innowacje zwiększające transparentność mody. Jakie znaczenie i zastosowanie ma technologia Blockchain w kontekście mody? N.F.: Blockchain w branży mody ma na celu udostępnienie klientom szczegółowych informacji na temat dostawców poprzez beacony, które można umieścić w elementach ubioru i zeskanować. Blockchain kładzie nacisk na odpowiedzialność, podobnie jak audytorzy. Zamieszczone informacje tworzą tzw "cyfrowy paszport" i nie mogą ulec zmianie. Nie ma też pośredników. Nie oznacza to, że nie można wpisać błędnych lub nieprawdziwych danych, lecz Blockchain w niedługim czasie wykryje kłamstwo, powiadamiając pozostałe firmy z danego łańcucha dostaw. Często wyjaśniam funkcjonowanie i zalety tej technologii, mówiąc, że przypomina ona współczesne portale społecznościowe publikujące opinie klientów - może budować ich zaufanie i lojalność lub przekreślić dalsze losy marki.   Wierzę, że przemysł modowy musi się uczyć tego od innych i przyspieszać pozytywne zmiany. W ramach współpracy z Provenance, chciałabym za sprawą technologii  Blockchain wprowadzać innowacje zwiększające transparentność łańcuchów dostaw w przemyśle mody. Jaki wygląda pierwszy krok? N.F.: To bardzo łatwe. Marka lub projektant zaczyna od stworzenia profilu firmy na  Provenance Dapp (zdecentralizowana aplikacja). Niezależnie od tego, czy mamy swój łańcuch dostaw, czy dopiero zaczynamy, musimy zaprosić dostawców do udostępnienia informacji na platformie. W ten sposób oddajemy głos każdemu współtwórcy naszej kolekcji. W ramach Proof of Concept dotyczącego brytyjskiego łańcucha dostaw dostarczającego wełnę z alpak duńskiej projektantce Martine Jarlgaard, dane z Blockchain wpletliśmy w opowieść, stanowiącą część wielokanałowej strategii komunikacyjnej marki. Informacje zaczerpnięte z Blockchain są w formie time stampów dotyczących tak zwanego transferu dóbr. W tym wypadku chodziło m.in. o etapy, w których z wełny uzyskujemy przędzę, a z przędzy element ubioru. Automatycznie dodawana jest data, godzina i lokalizacja każdego z tych wydarzeń. Przypomina to Tweety. Gdy informacja pojawi się w sieci, nie można jej edytować. To jak publiczna grupa dostawców na whatsappie lub tagowanie ludzi na instagramie. W ten sposób produkt lub jego historia staje się łącznikiem osób zaangażowanych w produkcję. Provenance zapewnia bezpieczeństwo korzystania z technologii Blockchain, potrzebne do zbudowania zaufania i transparentności. Na tym polega różnica między tym, co oferujemy a zwykłym przekazem marek, niosącym ryzyko greenwashingu.   Czy technologia Blockchain jest na to odporna? N.F.: Na pewno jest odporna na informacje o zrównoważonych i etycznych praktykach, które miałyby okazać się nieprawdziwe w przyszłości. Jednym z problemów przemysłu modowego jest brak wiary w zapewnienia dostawców, przez co nie są one publicznie udostępniane. Silna obawa przed konkurencją również jest tu nie bez znaczenia. Co nam zostaje? Historyjka, która może być całkowicie zmyślona. Tłumaczę przedstawicielom marek, że wszyscy zmagają się z tymi samymi dylematami, dla których przy odrobinie otwartości można znaleźć wspólne rozwiązanie. Brzmi to idealistycznie, lecz widzę, że to się dzieje w innych branżach w zakresie przyznawania certyfikatów i tworzenia standardów zrównoważonej produkcji. Jednym z czynników zmiany w świecie mody jest brytyjska Ustawa o współczesnym niewolnictwie. Uświadamia ona ludziom, że nawet duże firmy muszą tworzyć koalicje, aby uzyskiwać wiarygodne informacje od fabryk. Łańcuchy dostaw to złożone struktury, a fabryki rządzą się własnymi prawami. Można więc pozyskać informacje, ale czy są one prawdziwe? W tym miejscu wkracza Blockchain, przyznając każdemu produktowi unikatowy numer, pozwalający prześledzić jego drogę, w tym materiały, których użyto do jego produkcji.   Jak to możliwe? N.F.: Prowadzę dla Provenance projekt z organizacją pozarządową współpracującą z rolnikami z Indonezji. Chodzi o dowody na obecność sprawiedliwego handlu. Mamy  więc dodatkowo transparentność finansową, co jest fascynujące. Rolnicy za pomocą smsów informują nas, ile zebrali kokosów oraz czy zapłacono im kwotę wyliczoną na podstawie zaleceń ONZ dotyczących godnej pensji. Wszystkie te dane trafiają do Blockchain. To podejście oddolne. Chcemy, aby przedsiębiorstwa przyznające certyfikaty poznały świat cyfrowy, bo na razie uzyskanie certyfikatu to zakup logo drukowanego na opakowaniu produktu. Blockchain pozwala uzyskać więcej informacji niż podczas audytów, odbywających się najwyżej kilka razy w roku. Pochodzenie produktu to potencjał do stworzenia opowieści służącej tworzeniu tożsamości marki. To jednak wymaga dokładnego sprawdzenia łańcucha dostaw. Jak możesz do takiego działania nakłonić marki? N.F.: Wszystko sprowadza się do współpracy. Blockchain może łączyć dane na jednej płaszczyźnie, zwanej przez Jessi Baker, założycielkę Provenance, „uniwersalnym źródłem prawdy”.  Każdy może zgłosić błędy. Na szali jest przyszła reputacja marki; to zarządzanie ryzykiem. Wyobraźmy sobie dostawców siedzących przy jednym stole. Gdy spytamy ich o kolor koszulki każdego z obecnych, a ktoś o świetnej reputacji lub wysokiej pozycji powie, że czarny t-shirt jest biały, inni uczestnicy rozmowy mogą swobodnie poinformować go, że popełnił błąd. Blockchain jako zdecentralizowana księga udostępnia informacje każdemu w tym samym czasie. Nie da się ich skopiować, na ich treść nie ma wpływu nikt z zewnątrz. Blockchain jest nie do złamania.   Czy macie w ofercie także aplikację lub inne narzędzie dla pracowników, za pośrednictwem którego mogą anonimowo opisywać warunki pracy? N.F: Sami nie posiadamy takich narzędzi, ale współpracujemy z organizacjami, które mogą podłączać swoje systemy do Blockchain. Istnieje duży potencjał współpracy. Jeśli zbiorą się wszyscy, którzy mają wspólne cele, szybko znajdziemy rozwiązania.    Które marki twoim zdaniem wprowadzą tę technologię? Czy będzie ona też dostępna dla klientów o mniejszych zasobach finansowych? N.F.: Należy wspomnieć dwie kwestie. Po pierwsze, istnieją marki, które zbierają informacje od dostawców i korzystają z odpowiednich narzędzi, ale mają trudności z przystępnym zakomunikowaniem tego klientowi. Nie brakuje rzetelnych informacji, ale kolejnym krokiem powinno być ich udostępnianie w przystępny, przyjemny wizualnie i interaktywny sposób, który byłby dobrym doświadczeniem dla klienta.   Po drugie, jak sprawić, że konsumenci uwierzą w te informacje? Czasami wierzymy w nie, bo chcemy zakupić dany produkt i poczuć się dobrze, że jest on organiczny i opatrzony certyfikatami. Ale skąd wiemy, że coś, za czym stoi technologia taka jak Blockchain jest lepsze od innych produktów? Za pięć lat będziemy mieć świadomość, która marka kawy lub koszulek korzysta z łańcucha dostaw monitorowanego przez Blockchain, a która nie. To całkowicie zmieni kwestie zaufania i lojalności klientów.   Jakie są oznaki dążenia do bardziej holistycznych rozwiązań w modzie? N.F.: W ciągu ostatnich 10 lat liczba wegan w Wielkiej Brytanii wzrosła trzykrotnie. To niesie za sobą powstawanie nowego modelu konsumenckiego, komunikacyjnego i produkcyjnego. Wielu klientów szuka alternatyw dla skóry. Wiele marek z kolei przyjmuje strategie, które pozwalają na zrównoważony rozwój i budowanie zaufania. Wdrażanie nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, wszystko zmieni. A początki tej zmiany widać już teraz.   Jakie są Twoje najbliższe plany? N.F.: Właśnie dołączyłam do programu akceleratora Fashion For Good prowadzonego przez Plug and Play i Fundację C&A . Wraz z dziewięcioma innymi startupami będziemy rozwijać narzędzia na rzecz zrównoważonego rozwoju w przemyśle modowym. A Transparent Company będzie mogło dostosować więc produkt do potrzeb marek modowych, które jeśli wykorzystają naszą technologię, będą mogły zostać pionierami radykalnej transparentności. Dwunastotygodniowy projekt zaczyna się w Amsterdamie. Na początku grudnia przedstawię wyniki panelowi ekspertów, który wybierze najlepsze rozwiązania i przyzna im dofinansowanie.   [caption id="attachment_4310" align="aligncenter" width="1024"] 5 Smart labelling, Washable NFC tag on care label, NFC and QRcode swing tag and Blockchain timeline. Photography by A Transparent Company and Provenance[/caption]

READ MORE

W marcu 2017 roku przyjechałam do Sao Paulo i odbyłam rozmowę z Natalią Suzuki i Andre Camposem z Reporter Brasil, miejscowej organizacji pozarządowej zrzeszającej dziennikarzy śledczych i działającej na rzecz obrony praw człowieka w miejscach pracy. Ich celem jest wyeliminowanie niewolniczej pracy ze wszystkich sektorów. W tej pouczającej rozmowie omawiamy problemy globalne, z którymi mierzą się wszyscy producenci mody korzystający z łańcucha dostaw. Wyjaśnimy również, jak migracje, handel ludźmi i dyskryminacja są powiązane z produkcją odzieży. Na czym polegają wasze działania w branży modowej realizowane dla Reporter Brazil? A.C.: Dla Reporter Brazil sprawdzam łańcuchy dostaw w kilku sektorach gospodarczych. Pracuję nad projektami, które ułatwiają ujawnianie nielegalnego zatrudnienia, złych warunków pracy, współczesnego niewolnictwa lub zakazanych praktyk środowiskowych w Brazylii. Po utworzeniu mapy powiązań złych warunków zatrudnienia z działaniami globalnych przedsiębiorstw, publikujemy nasze wyniki w formie raportów oraz na platformach multimedialnych itp. Informacje związane z przemysłem odzieżowym gromadzi przyjazna użytkownikowi aplikacja Moda Livre. Pozwala brazylijskim klientom dowiedzieć się, jakie działania podejmują rodzime i zagraniczne marki w celu kontroli łańcuchów dostaw; czy są dobrze poinformowane i jaką mają politykę monitorowania i egzekwowania tego, czy respektowane są prawa człowieka.    [caption id="attachment_4247" align="aligncenter" width="934"] Reporter Brasil team with the founder Leonardo Sakamoto[/caption] Jaka jest specyfika sektora odzieżowego w Brazylii? A.C.: Brazylijski przemysł odzieżowy jest duży. Branże tekstylna i modowa są w sumie warte 63 miliardy dolarów, a rocznie powstaje 9,5 miliona sztuk odzieży (dane z 2012). To także jedna z największych liczba miejsc pracy w kraju. Nie eksportujemy jednak zbyt wiele ubrań, bo większość produktów jest noszona przez Brazylijczyków. Choć rynek jest zorientowany na sprzedaż w kraju, liczy 200 milionów osób i zatrudnia setki tysięcy pracowników. Niestety, naruszenia, które dostrzegamy, nie różnią się zbytnio od tych obecnych w innych światowych stolicach przemysłu odzieżowego. Natrafiliśmy na warsztaty, działające pod dużą presją popytu, gdzie pracownicy mają ogromne godzinowe nakłady pracy przy pensji minimalnej. Tak jak w wielu krajach z pensji minimalnej w Brazylii nie da się wyżyć. N.S.: Większość zakładów tego typu jest ulokowana w centrum Sao Paulo, bo to tańsza okolica. Niektóre z nich wynoszą się poza miasto, aby uniknąć inspekcji.  Zakłady istniały już w latach 70. i 80. W tamtych czasach zatrudniano głównie Brazylijki. Ale od lat 90. migranci z Boliwii, Peru i Paragwaju są główną siłą roboczą w przemyśle odzieżowym. Początkowo właścicielami zakładów byli Koreańczycy, aż do początków wieku, gdy poprawiła się sytuacja ekonomiczna Latynosów. Zaczęli oni sami prowadzić zakłady praktykujące wyzysk i zatrudniać nowych pracowników. Warunki panujące w tych miejscach wciąż są bardzo niepewne. W jaki sposób sektor odzieżowy opiera się sile roboczej migrantów i skąd oni pochodzą? N.S.: Rekrutację przeprowadza złożona międzynarodowa siatka, działająca półformalnie i nie do końca zgodnie z prawem. Pracowników zazwyczaj werbuje się w ich rodzinnych miastach, tak jest na przykład w Boliwii, często również przez rodzinne powiązania. Są okłamywani co do warunków pracy. Obiecuje im się wysokie wynagrodzenie, ale muszą pokryć koszty podróży i życia. Trafiają więc do Brazylii z nieplanowaną pożyczką, którą muszą spłacić. Koszty życia określa pracodawca, bo większość pracowników-migrantów mieszka z rodzinami na terenie zakładów. Kolejnym czynnikiem, który nie pozwala im się wyrwać, jest bariera językowa. Nie znają portugalskiego i ledwo się komunikują z ludźmi spoza ich społeczności. Boliwijski kodeks pracy ma mniej obostrzeń niż brazylijski. Wszystko to sprawia, że pracownicy obawiają się zgłosić komuś swoją sytuację, szczególnie gdy mają nieuregulowany status pobytu.  Jeśli nie zarejestrują się jako pracownicy, prawo pracy nie będzie ich chronić. Jak odkryliśmy, pracodawcy często  szantażują pracowników, którzy kontaktowali się z władzami. Niegodziwe warunki pracy mają wymiar wielopłaszczyznowy, a wymienione powyżej aspekty czynią pracowników bezbronnymi i sprawiają, że nie wiedzą, jak się zgłosić po pomoc. A.C.: Z niskiej pensji muszą opłacić wyżywienie i zakwaterowanie, zapewniane przez właściciela fabryki. Do takiej sytuacji dochodzi w wielu miejscach, potwierdzili to również inspektorzy brazylijskiego Ministerstwa Pracy, wyspecjalizowani we współczesnym niewolnictwie. Trafiali oni na migrantów zmuszanych do szycia ubrań dla najbardziej rozpoznawalnych i przynoszących największe dochody marek, czego przykładem była słynna sprawa ZARY z 2011 roku. Polityka cenowa stanowi problem. Małe zakłady konkurują ze sobą. Chcą zostać partnerami dużych graczy w łańcuchu dostaw. To prowadzi do zaniżania cen i obcinania wynagrodzenia pracowników. Jak można zlecić produkcję fabryce, która nie ma osobowości prawnej?   N.S.: Teoretycznie to niemożliwe. W praktyce jest inaczej. Natrafiliśmy na wiele przypadków sprawdzanych przez miejscowych inspektorów pracy, gdzie zarówno zakład, jak i pracownicy działali na czarno. Najpowszechniejszym problemem jest to, że marka zleca produkcję zarejestrowanej fabryce w Sao Paulo, zapewniającej dobre warunki pracy, ale ta podzleca część produkcji komuś innemu, np. zakładom działającym na czarno lub osobom szyjącym w domach. To oznacza potencjalną utratę wiarygodności, ale producenci podejmują ryzyko, żeby zaspokoić popyt. A.C.: Polityka cenowa stanowi problem. Małe zakłady konkurują ze sobą. Chcą zostać partnerami dużych graczy w łańcuchu dostaw. To prowadzi do zaniżania cen i obcinania wynagrodzenia pracowników. N.S.: Pensja zależna jest od tempa produkcji. To zmusza ludzi do pracy po 15-17 godzin dziennie. A.C.: W Reporter Brazil wierzymy, że marki muszą wyznaczać standardy swoim dostawcom. Z tymi, którzy nie zapewniają godziwych warunków pracy, powinny zerwać stosunki biznesowe. Gdy do tego dojdzie, ważne, żeby nie odbijało się to na pracownikach. Dzięki odpowiedniej polityce i programom szkoleniowym, można tym osobom znaleźć nowe miejsca pracy wśród firm należących do łańcucha dostaw. Wiele przypadków złych warunków pracy jest powiązanych z krótkotrwałym zatrudnieniem, nie dłuższym niż rok. Ci ludzie ciągle zmieniają pracę i nie mają żadnego zabezpieczenia socjalnego. [caption id="attachment_4271" align="aligncenter" width="1024"] Photo by Lilo Clareto from Repórter Brasil[/caption] N.S.: Marka nie zatrudnia pracowników bezpośrednio, a zakład może to robić na czarno. Często same zakłady nie są zarejestrowane, więc nie mają jak zatrudniać ludzi zgodnie z prawem. Gdy Amerykanie przeprowadzili audyty w takich miejscach, okazało się, że właściciele nie mają niezbędnych dokumentów, nie płacą podatków i nie szanują praw pracowniczych, za to sami pracownicy mieszkają na terenie wytwórni. Wszystko to się na siebie nakłada. Nawet osoby dobrze przygotowane do przeprowadzenia inspekcji miejsc pracy i dostrzegające nielegalne praktyki, takie jak współczesne niewolnictwo, nie umieją sobie z nimi radzić. Jakie podejmuje się kroki w takich wypadkach? A.C.: Po sprawie marki ZARA nasz zespół sprawdził, jakie procedury wprowadziła firma. Co zrobiono, żeby lepiej kontrolować łańcuch dostaw po wykryciu naruszeń udowodnionych przed sądem? Niestety, choć nastąpiły pewne zmiany, firma wciąż nie ma narzędzi kontroli łańcucha dostaw, jeśli fabryki podzlecają pracę mniejszym, nie poddawanym audytom zakładom. Tak dzieje się często w przypadku zamówień nieuwzględniających realnej wydajności produkcyjnej fabryki. Nasz pomysł polega na jak najszybszym przywróceniu jej regularnego trybu pracy. Uważamy, że należy tego dokonać poprzez pociągnięcie pracodawcy do odpowiedzialności za wszelkie naruszenia. To zmusiłoby firmy do wypłaty pracownikom pieniędzy na pokrycie długów, świadczeń socjalnych, nadgodzin i niedostatków w pensjach. Czasem działalność zakładu jest kontynuowana na nowych warunkach, a w innych przypadkach musi on zostać zamknięty. Ludzie tracą pracę i otrzymują zasiłek. Chcielibyśmy, żeby każda marka miała agenta reprezentującego ją w Brazylii, który w sposób odpowiedzialny wybierałby miejsca zapewniające odpowiednie warunki finansowe i prawne pracownikom: zgodne z prawem wynagrodzenie i świadczenia socjalne. Czy Waszym zdaniem certyfikaty są wiarygodne? A.C.: Nie uważam ich za bezużyteczne. Ustanawiają standardy i pozwalają przedsiębiorstwom się doskonalić, ale na pewno magicznie nie rozwiążą problemu. To narzędzie o ograniczonych możliwościach. Nasza organizacja opisała zjawisko występujące nie tylko w Brazylii, ale także w innych regionach świata. Nawet osoby dobrze przygotowane do przeprowadzenia inspekcji miejsc pracy i dostrzegające nielegalne praktyki, takie jak współczesne niewolnictwo, nie umieją sobie z nimi radzić. Inspektor powinien być na miejscu całodobowo przez siedem dni w tygodniu, żeby mieć wgląd we wszystkie problemy. To jednak niewykonalne ze względów finansowych. Nie możemy liczyć więc na to, że zaświadczenia rozwiążą wszelkie kwestie, w tym niepłatne nadgodziny. Dlatego należy rozmawiać o tym, jak przedsiębiorstwa organizują zamówienia produkcyjne i w jakich ilościach. Czy upewniają się, że fabryki mają wystarczająco dużo pracowników i nie będą wymagać zostawania po godzinach? Jak sprawdzają, że fabryka nie podzleca pracy małym zakładom? Czy zamierzają płacić więcej uczciwym wykonawcom? Jak wywieracie na nie presję? A.C.: Część naszej pracy polega na angażowaniu się w wielostronne inicjatywy takie jak Narodowy Pakt o Zwalczaniu Niewolniczej Pracy. Monitorujemy reakcje przedsiębiorstw: czy oraz w jaki sposób wprowadzają nowe zasady, a może tylko dużo o nich mówią?    

READ MORE

In March 2017 I visited Sao Paulo where I spoke with Natalia Suzuki and Andre Campos of Reporter Brasil, local NGO acting against human rights violations in workplaces with their investigative journalism and research to eradicate slave labour across all sectors. In this eye opening talk we discuss global issues that probably all fashion retailers face when building their supply chain and at the same this conversation will explain to you how migration,human trafficking and discrimination are linked to conventional garment production. What are your actions for Reporter Brazil in garment sector? A.C.: For Reporter Brazil I research supply chains in several economic sectors. I work on projects that help exposing issues like illegal workers, poor working conditions, or even modern slavery and illegal environmental practices across Brazil. After mapping out the connections of poor working conditions to global companies operations we publish our results in many ways – reports, multimedia platforms, etc. For issues related to the garment sector we have a customer friendly form of an app called Moda Livre. It allows Brazilian consumers to find out about what national and international brands are doing to control their supply chains. How well are they informed and what are their policies to monitor and improve their supply chain management regarding human rights. [caption id="attachment_4247" align="aligncenter" width="934"] Reporter Brasil team with the founder Leonardo Sakamoto[/caption] What is the specific of garment sector in Brazil? A.C.: Brazil has a quite big garment industry. The textile and fashion industries together are worth $63bn with annual production of 9.5 million garments (2012). It is also one of the largest employers in the country. However, we don’t export a lot of clothes, as an important share of what's made here is worn by Brazilians. While being domestic oriented, still it’s a relevant, 200 million people market that employs hundreds of thousands of workers. Unfortunately, violations that we see here are not much different from those happening in other garment industry hubs around the world. We have found workshops operating under high pressure of demand and workers bearing a huge hour workload to make the production while receiving a minimal wage. Like in many countries a minimal wage in Brazil is not a living wage. N.S.: Most of the sweatshops are locatedin centre of Sao Paulo, as it is a cheaper neighbourhood, however some of them are now moving out from the city to avoid inspections. Sweatshops were present here already in 70s and 80s and back then they were employing mostly Brazilian women. But since the 90s, migrants from Bolivia, Peru and Paraguay have been become the majority of workforce for garment industry. At first the Korean migrants were in charge of sweatshops, until the beginning of this century when some Latin American workers advanced economically to the point where they started to own some of the sweatshops and recruit people themselves. Still the conditions remain very precarious. How is garment sector relying on migrant workers and where do they come from? N.S.: The process of recruitment is based on a complex, international, semi- formal and semi- legal network. Usually workers are enrolled already in their hometown, in Bolivia for example, often through family relationships. Often they are being lied to about work conditions. First offered good salaries, and later charged excessively for travel and living costs. So newly recruited workers from the day they arrive in Brazil have a huge and unexpected loan to pay back. Living costs that are mentioned here are also estimated by the employer, because majority of migrant workers live inside the sweatshop with their whole family. Another decisive factor that keeps people in this exploitative work relationship is a language barrier. Once they don’t speak Portuguese, they can hardly communicate with people outside their community, also in Bolivia the labour legislation is more permissive than in Brazil. Mentioned factors result in migrant workers being afraid to report their situation, it is even worse if they don’t have a regulated migration status. Unless they register as legal workers in Brazil they will not have the labour legislation in favour of them. Sadly, we often found the cases of employers blackmailing migrant workers who contact authorities. The cases of exploitative working conditions which we find are multifaceted and all the above mentioned conditions make migrant workers particularly vulnerable and feeling that they have nowhere to go or no one to ask for help. A.C.: Out of their downgraded salary migrant workers have to pay for the food and housing expenses provided by the factory owner. We have seen this happening in many places and this kind of situation was also confirmed by inspections from Labour Ministry of Brasil, specialized in detecting modern slavery, that found migrant workers forced to sew garments for most recognizable and profitable brands in the world, including an infamous case of ZARA from 2011. We observe a strong competition between small workshops who want to become a partner of a large retailer in the supply chain. This leads to very low prices. Workshop owners cut the workers benefits to achieve compatible prices. How do you outsource your production to a factory that doesn’t legally exist? N.S.:In theory you can’t. In practice this is happening. Many cases that we found and local labour inspectors were proceeding them, both the sweatshop and the workers operated in black. The most common problem is that a brand is outsourcing to a legally operating factory in Sao Paulo, providing good conditions, but often this factory is subcontracting some of the production to someone else. This includes workshops operating in black or home production. This means that producers are risking their accountability, but consider it to be worthy, to keep up with the market demands. A.C.: Pricing politics is one of the problems. We observe a strong competition between small workshops who want to become a partner of a large retailer in the supply chain. This leads to very low prices. Workshop owners cut the workers benefits to achieve compatible prices. N.S.: The salary depends on the number of pieces that one can produce. That makes people work up to 15-17 hours a day. A.C.: In Reporter Brazil we believe that brands need to have standards for their suppliers. And in some cases they should cut off the business relation with those who don’t assure decent work. When it happens it is important to have policies and training programmes assuring that workers will not be the ones paying price for it. The retailer could find new workplaces in the supply chains for them. Many cases of poor working conditions are usually linked to short term working relations, meaning no longer than a year. These are always people who go from one job to another and lack social security. [caption id="attachment_4271" align="aligncenter" width="1024"] Photo by Lilo Clareto from Repórter Brasil[/caption] N.S.: Because the retailer doesn’t hire the garment workers directly and the sweatshop could even possibly employ them in black. Often the sweatshops themselves exist in black and are not able to hire people according to the legislation. When the State authorities audited such places, it is used to find  the lack of documentation, unpayed tax, not respecting workers’ rights, workers living in sweatshops and all these anomalies adding on to one another. Even people really well prepared to inspect the workplace who notice illegal practices such as modern slavery still fail to address them. What are the next steps when such cases are found? A.C.: After the Zara case our team researched what new procedures company has adopted. What did they do to improve their control over the supply chain after such abuse has been found and proved in court. Sadly, although some improvementswere made, we found that they lose control over their supply chain when the outsorced factories subcontracted orders to smaller, non- audited workshops. This is often the case when the order is placed without realistically considering the efficiency and production possibilities of the given factory. Our main idea is to bring it back to work in a regular and correct manner as soon as possible. We think this should be done by making the employer liable for the abuses found which, force the company to pay the debts, social benefits, over hours and lacking salaries back to workers. Sometimes the work continues under new conditions and in other cases the workshop is obliged to be shut down. Workers become unemployed and receive unemployment benefit. We expect an agent representing the brand in Brazil to choose responsibly a place that has financial and legal conditions to employ people with legal wage and full benefits. In your opinion:

READ MORE

Rozmawiam z projektantką Jagodą Frycą i Pauliną Latham, producentką wystawy Waste Not, która prezentuje prace absolwentów poznańskiego School of Form podczas International Fashion Showcase w Somerset House w Londynie. Rozmawiamy o tym, czy recykling ma sens, jak działa fast fashion i o tunnel vision projektantów. Czemu zdecydowałaś się podzielić z całym światem próbami i błędami, które wykonałaś by zrobić swoje buty? To nietypowe, że twórca zaprasza do poznania i eksperymentowania ze swoimi metodami pracy. J. F. : Tak. To nietypowe w świecie dizajnu, który jest bardzo skoncentrowany na prawach autorskich i uznaje, że czerpanie korzyści z cudzych projektów to kradzież. Ja próbowałam podejść do tego inaczej, bo ciekawiło mnie co się wydarzy jeśli pozwolę na otwarte korzystanie z moich metod pracy. Nie podawałam konkretnych instrukcji, tylko zdjęcia i informacje o materiałach. Strona działała na instagramie przez rok od czerwca 2015, a teraz efekty można znaleźć na profilu @prymitywy. Najbardziej liczyłam na to, że ktoś zrobi swoje buty i podzieli się ze mną rezultatami. Takich nie dostałam, było za to dużo pytań o to jak wykorzystać moje techniki do innego projektu i o tworzywa, których używałam. Bardzo mnie to ucieszyło. Pracowałam z żywicą zmieszaną z klejem termotopliwym i lateksem, w innych przypadkach używałam tylko kleju termotopliwego, który jest materiałem używanym bardziej do montażu i łączenia niż tworzenia. Moje buty wyróżniają się tym, że nigdy nie przyszywałam buta do podeszwy, zamiast tego zamaczałam buty w roztopionym tworzywie. Wszystko to były techniki, które każdy może zastosować w domu, bez profesjonalnego warsztatu. Jedne zrobiłam tak, że uszyłam czarną skarpetę, a w piekarniku roztopiłam różowe tworzywo i zanurzyłam nogę w skarpecie w tym tworzywie. To powoduje, że buty są od razu Twoje, dokładnie w kształcie Twojej stopy. Taki mały survival, w którym musisz stworzyć coś z tego co możesz znaleźć wokół siebie. Czy temat Waste Not jest Ci bliski? J. F. : Celowo nie używałam w moim projekcie słów: recycling czy sustainability. Obawiam się, że to od razu szufladkowałoby mnie jako projektanta, który chce zmienić istniejący system, a w moim przypadku wszystko opierało się na tym, że ja chcę się w tej zastanej sytuacji odnaleźć, skorzystać z dostępnych materiałów i skupić na eksperymentowaniu. To nie jest moja filozofia i nie bardzo też wierzę w sens tego typu projektowania. Zazwyczaj projekty, które opierają się na recyklingu mają niewielki zasięg i nie są w stanie nic zmienić. Jeśli mamy coś przeciwko fast fashion to trzeba by uderzyć w rdzeń problemu i zastanowić się dlaczego to tak dobrze działa. To tam można spróbować dokonać zmian. Oczywiście poprzez zrobienie jednego projektu, który wykorzystuje materiały recyklingowe, można wpłynąć na świadomość odbiorców, ale na pewno nie jest się w stanie zmienić przemysłu modowego. [caption id="attachment_4213" align="alignleft" width="447"] Ken Samudio bag, photo by Break My Style[/caption] P. L. : Ale spójrz na przykład Kena Samudio, projektanta z Filipin, którego prace były pokazywane na IFS w 2014 i 2015 roku. On dostrzegł możliwości w tym, że może dostawać pieniądze za odbieranie odpadów, a następnie wymyślił jak je przetworzyć w coś bardzo ładnego. Zrobił z tego swój model biznesowy. Chodzi też o to jak traktujemy różne dziedziny mody, na przykład: co to znaczy moda z recyclingu? W dziedzinie wzornictwa powstają piękne obiekty wysokiej jakości z recyklingu. To jest po prostu jedno ze źródeł materiałów, które projektant może wybrać. Natomiast kiedy patrzymy na ruch wegański, przeciwny wykorzystywaniu surowców pochodzenia zwierzęcego w modzie (skóra, wełna, jedwab) to okazuje się, że z jakiegoś powodu ludzie, którzy się tym zajmują nie mają gustu obiektywnie rzecz biorąc. Ich metody produkcji są bardzo ciekawe, ale jest dużo osób, które z estetycznego punktu widzenia się na to nie zgadzają. Często to jest problem tak zwanej: tunnel vision, widzenia fragmentarycznego, jakby mieć klapki na oczach. To odzwierciedla nasze stereotypy, że ubrania z recyklingu, czy naturalne, lub wegańskie muszą mieć określoną stylistykę. I potrzeba młodych ludzi, którzy się temu przeciwstawią i stworzą taką historię wokół produktu, że klient zechce go mieć, bez względu na to, czy jest z recyklingu czy nie. To co musi się stać, żeby przełamać tunnel vision? P. L. : Przede wszystkim muszą pojawić się zmiany w edukacji. Po drugie potrzebne są dobre przykłady i wzorce, bo w modzie panuje hierarchia i większość twórców patrzy na to co robią Ci najbardziej znani. Niestety często ludzie uczący w szkołach, też mają tunnel vision. Więc tak naprawdę odpowiedzialność za zmiany spoczywa na każdym z nas. J. F. : Nie wszyscy nauczyciele mają tunnel vision. Moi wykładowcy zawsze myśleli bardzo szeroko. P. L. : Mówię o tym na podstawie moich doświadczeń. Zrobiłam 2 lata temu wystawę Warsaw Calling i zauważyłam niesamowitą rzecz: w jaki sposób ludzie z branży modowej interpretują naszą wystawę, a jak widzą to osoby, które działają w sztuce i dizajnie. To było coś niesamowitego. Artyści odczytywali cały koncept wystawy i jej referencje kulturowe (Warszawa, modernizm, handmade, powiązania z rzeźbą i architekturą) podczas gdy osoby wywodzące się ze świata mody zobaczyły tylko ubrania, a nie byli w stanie przejrzeć przez inne warstwy interpretacji. P. L. : Wystawa Waste Not też jest ciekawym przykładem. Alistair McNeil, znany kurator mody oraz wykładowca na Central Saint Martins który wyróżnił naszą wystawę i powiedział, że było od razu widać, że aranżację wystawy przygotowały osoby nie związane z modą. Dla normalnego człowieka to było niewidoczne. Generalizując, obecnie problem z modą jest taki, że moda jest bardzo odizolowana od innych dziedzin, bo opiera się prawie wyłącznie na autoreferencji, odniesieniach do samej siebie w procesie inspiracji. Bardziej niż dizajn, muzyka czy sztuka. Bardzo ciekawe jest to jak moda konsumuje świat zewnętrzny, jak zawłaszcza sobie inspiracje i w jaki sposób przekłada je na język mody. Często rzeczy , które podobają się projektantowi są bezpośrednio kopiowane na język mody, bez poznania ich szerszego kulturowego znaczenia. Jest to ignoranckie. J. F. : Moim zdaniem to jest przede wszystkim powierzchowne. Przywłaszczanie sobie wizualnych referencji bez refleksji nad ich znaczeniem. Czysto wizualne adaptowanie symboli i kształtów. To jest przetwarzane w modzie w nieskończoność. I mimo, że moda mnie fascynuje i chcę pracować w tej branży, to nie chciałam kontynuować typowo modowej edukacji. Uważam to za zbyt łatwe, za mało refleksyjne. P. L. : Alexander McQueen jest tutaj bardzo dobrym przykładem. Wiele jego kolekcji poruszało feministyczne tematy. Swoimi kolekcjami opowiadał historie, poczynając od Highland Rape. Poruszył w niej bardzo polityczny temat przemocy wobec kobiet, ale też relacji Szkocji i Wielkiej Brytanii. Ubrania i pokaz wyrażają ważny dla niego temat w konceptualny sposób. To było kontrowersyjne, ale z drugiej strony kobiety, konsumentki nie miały większego problemu z noszeniem rzeczy, które odnoszą się do gwałtu. Wyobraźmy sobie, że ta historia byłaby opowiedziana w sztuce, muzyce, albo w filmie. Jak byśmy do tego podeszli?. J. F. : Ja bym rozróżniła modę powierzchowną od projektantów intelektualistów jak np. Maison Margiela, Comme de Garcons (szczególnie z lat 90’), czy Yamamoto. Ciekawe jest to, że moda z jednego i drugiego ekstremum jest konsumowana w taki sam sposób. A co ze świadomymi konsumentami? J. F. : Konsumpcja jest czymś emocjonalnym. Dokonujemy wyborów na podstawie tego typu potrzeb. W modzie szczególnie, ludzie decydują się na zakup czegoś absurdalnie drogiego co nie ma większego sensu. To jest chwilowe zauroczenie. I nie mówię tu, że to jest dobre czy złe. P. L. : Kupujemy, bo większość z nas ma tzw. „emocjonalną dziurę”. Zresztą też w pewnym sensie jesteśmy zmanipulowani, żeby tą dziurę mieć. Jest taki żart, że kiedy otwierasz magazyn dla kobiet to jesteś bardzo zadowolona, a kiedy kończysz go przeglądać to czujesz się depresyjnie i masz myśli samobójcze. Tak naprawdę większość magazynów dla kobiet prowadzi do tego, żeby nam powiedzieć, że nie jesteśmy wystarczająco dobre i nie wyglądamy wystarczająco dobrze, że możemy być lepsze i możemy poczuć się lepiej jak kupimy coś modnego. Firmy wydają setki milionów na badania nad emotional branding. Można próbować to zmienić, a można to wykorzystać.   [caption id="attachment_4214" align="alignleft" width="295"] praca Michała Wiśniewskiego na wystawie Local / Global[/caption] W opisie pracy Michała Wiśniewskiego pojawia się temat relacji człowieka do jego ubioru w okresie niedoboru w komunistycznej Polsce. P.L. : To jest jak najbardziej odniesienie historyczne. Studenci SOF nie zaznali komunizmu, więc dla nich zagadnienie ograniczonych zasobów jest abstrakcyjne, ale wiedzą, że pomimo tych ograniczeń kreatywność i moda w Polsce istniały. Ich wiedza pochodzi z książek ale też z opowieści rodzinnych. Te historie są zebrane w naszej książce Chrysalis Polish Fashion Stories. J. F. : Ja muszę powiedzieć, że w ogóle się nie odnosiłam do komunizmu w moim projekcie, ale on wpisuje się w moje metody i można go łatwo do tego kontekstu podporządkować. P. L. : To jest ciekawe dlatego, że zdaje się Barbara Hoff na łamach Przekroju podpowiedziała jak z

READ MORE

Alicja Wysocka, inicjatorka Alfa Omegi działa w nieznanych dla siebie miejscach, próbując przełamać bariery kulturowe i zdobyć zaufanie lokalnej społeczności, aby wspólnie tworzyć. Przeczytajcie historię, która opowiada jak i dlaczego powstały buty w nieformalnych osiedlach w Nairobii i Rio de Janeiro. Skąd wzięła się Twoja nazwa i co oznacza? Zapytano mnie o to jak byłam w Brazylii. Tam dla niektórych było oczywiste, że to odniesienie do Boga, który jest alfą i omegą. Dlatego zaczęłam opowiadać o innym kontekście, czyli Warsztatach Omega. Założyciel grupy, Roger Fry, chciał zatrzeć granicę między sztuką użytkową, a taką przeznaczoną do galerii. Grupa ta wychodziła z założenia, że artyści mogą nie tylko projektować i produkować, ale także sami sprzedawać swoje prace. Podpisane logiem grupy miały zwracać uwagę na sam obiekt, a nie na renomę ich autora. Za sprawą malarki Vanessy Bell, to ubrania stały się głównym źródłem utrzymania grupy. W mojej pracy pozwalam sobie na niedopowiedzenia i nieporozumienia. Nie jestem projektantem, który swoją konkretną wizję realizuje od a do z. Chodzi o to, co wynika ze współpracy osób z różnych kultur i rzeczywistości. Stąd często zamiast rysować projekt, opowiadam o nim. Wówczas osoba, z którą działam ma również wpływ na ostateczny kształt wizualny naszej współpracy. Jeśli nie projektantką, to jak można Cię nazwać? Multidyscyplinarną artystką? Nie lubię nazywać siebie artystką. Ostatnio starszy pan pracujący w administracji w Cepelii, kiedy poszłam tam na research odnośnie spółdzielczości, zapytał czy nie jestem inspiratorką. Bardzo mi się to określenie spodobało. Dla mnie ważne są: proces, doświadczenie i spotkanie. Zawsze miałam problem z autorytetami, kwestionowałam to kogo mamy się słuchać i kto definiuje kto jest autorytetem, a kto nie. Objawiało się to od najmłodszych lat w szkole, czy podczas współpracy z innymi artystami i instytucjami. Tak na marginesie, to marzy mi się rewolucja polskiego systemu szkolnictwa. Dla mnie zdanie i wrażliwość szewca ze slamsu jest tak samo ważne i ciekawe jak zdanie powszechnie uznanego artysty. Chcę żeby ten dialog był równy i dlatego też każdy z twórców był podpisany pod tym projektem.  Świat sztuki działa na takich samych zasadach jak firma - nazwisko artysty działa jak logo. Stworzyłam więc coś na kształt marki, ale gram z jej formą nazywając ją Alfa Omegi, bo nie jest alfą i omegą, a jej działania to często metody prób i błędów. To opowiedz czemu zdecydowałaś się tworzyć akurat ubrania i buty? Ubranie dotyczy nas wszystkich, czy tego chcemy, czy nie - wstajemy rano i musimy się ubrać. Ubiór ma duży wpływ na nasze samopoczucie, ale też to co decydujemy się założyć wynika z tego jak się czujemy. Ubranie wydaje mi się interesujące, bo może być i sztuką wysoką i użyteczną. Angażowanie ludzi do ich produkcji może być też pożyteczne społecznie. Nie potrafię zamknąć się w pracowni i tworzyć abstrakcyjnych światów, choć czasem bardzo bym chciała. Lubię za to reagować na zastaną sytuacje. Ubrania zrobiłyśmy razem z  krawcową, która ma swój warsztat w faweli – slamsie w Rio de Janeiro. Powstały leginsy, koszulki i tuniki. Napisy na ubraniach są wynikiem warsztatów kaligrafii wokół praw człowieka, które przeprowadziłam z dziećmi i młodzieżą w różnych fawelach w Rio de Janeiro. Dla uczestników  warsztatów zrobiłam koszulki z napisami z karty praw człowieka, które wcześniej dzieci wymalowały na kartkach, m.in. Direito a vida – Prawo do życia. Dochód ze sprzedaży ubrań  wspiera te i inne warsztaty edukacyjne w fawelach. Mam nadzieje, że projekt będzie żywy, a krawcowa czeka na dalsze zlecenia. Opowiedz więcej o celu swojej pracy. Na swojej stronie deklarujesz, że działasz inaczej niż duże firmy. Powiedz czemu stawiasz się w opozycji do nich? Chodzi mi o podejście fair trade i ludzkie traktowanie pracowników. Jakbym mogła to cały czas tylko siedziałabym z nimi na miejscu i robiła wspólnie rzeczy. Zawsze będąc w Afryce czy Brazylii robię mnóstwo rzeczy na raz, ale jak najwięcej czasu chcę spędzać w warsztacie. Co ekscytuje Ciebie w tym, że Wasza komunikacja jest nieudolna? Podróże pomagają oderwać się od przyzwyczajeń, schematów myślowych, które usypiają czujność. Wyprawy stawiają nas w sytuacji niewygodnej, pozwalają zobaczyć rzeczy inaczej. Te buty to wynik komunikacji ludzi z dwóch diametralnie różnych kultur. Wyglądałyby inaczej gdybym pochodziła z miejsc gdzie działam, albo gdybym potrafiła płynnie mówić w języku suahili. Cieszę się, że szewc zaczął robić też te same buty dla społeczności Mathare, bo na co dzień zajmuje się wykonywaniem czarnych butów dla uczniów, które są elementem szkolnego mundurka. Do Rio pojechałam sama, bez wsparcia finansowego na zrealizowanie projektu. Spędziłam tam trzy miesiące i z wielu powodów było to trudne. Przeżyłam bardzo ekstremalne stany podczas moich podróży, często oznaczały walkę z własnymi słabościami. Oczywiście to by nie miało miejsca, gdybym przyjechała tam w celach jedynie turystycznych. Mimo tego, że dużo podróżuję, to szok kulturowy był duży i połączenie tych światów przez współpracę było trudne, ale intrygujące. To było jak lądowanie na innej planecie: nie znając języka, poruszałam się po niebezpiecznych miejscach. Prowadziłam warsztaty w trzech fawelach oraz w Muzeum de Arte Rio i w schronisku dla nastolatek. W fawele zostałam wprowadzona przez osoby stamtąd, przez „ludzi wzgórz”, bądź „ludzi betonu”, czyli z miasta, ale którzy znali kod poruszania się. Później zaczęłam robić to sama. Slumsy w Rio to ewenement w skali świata, bo znajdują się również w centrum miasta. Prawie każda fawela jest pilnowana przez inny gang narkotykowy. Wchodzi się przeważnie wąskimi schodami, a ich wejścia pilnują najczęściej niepełnoletni chłopcy ze spluwą i krótkofalówką. Pracują dla gangu, zwabieni łatwym zarobkiem. Krawcowa po naszym spotkaniu często odprowadzała mnie do wyjścia z faweli. Na szczęście nie miałam przykrych sytuacji, mimo, że nigdy nie widziałam takiej ilości broni w tak krótkim czasie i czasem czułam jak pot spływa mi po plecach. Twoje prace nie kończą zamknięte w galerii tylko mają bardzo namacalny wpływ na rzeczywistość, mają swoje dalsze życie. Powstają na styku kultur, które inaczej może by się nigdy nie spotkały. Co Cię pcha do takich działań? Miałam potrzebę postawienia się w ekstremalnej sytuacji, udowodnienia sobie własnych możliwości sprawczych na obcym gruncie. Było sporo ciężkich momentów, szczególnie w Brazylii, gdzie dopiero po miesiącu udało mi się zrobić pierwszy warsztat. Jest tam duża nieufność do ludzi spoza Brazylii czy spoza faweli. To dlatego, że jest dużo osób, które dostają grant i znikają nie kończąc projektu, zostawiając społeczność w tej samej sytuacji co przedtem. Mi udało się przeprowadzić warsztaty kaligrafii i praw człowieka, podczas których okazywało się, że ludzie nie wiedzą jakie mają podstawowe prawa, oraz wesprzeć działalność małego warsztatu krawieckiego w faweli. Ubrania można zamówić na stronie i fanpage'u oraz w galerii "Czułość" w Warszawie. Na zakup tych rzeczy prawie każdy może sobie pozwolić. Zdarzało się, że niektórzy stawiali buty na półce jako artefakt, a ja właśnie lubię kiedy są używane, schodzone, kiedy są w dialogu. To jest super, że ktoś je nosi, inni to widzą i może być to początek opowieści, która powędruje dalej. Można je zamawiać na wymiar na stronie i fanpage'u, a wybrane modele są dostępne w sklepie Amakuru w Warszawie na al. Solidarnośći 101. Dochód ze sprzedaży wspiera fundusz stypendialny Fundacji Razem Pamoja, która ma za cel zapewnienie nauki najlepszym uczniom ze slamsu Mathare w dobrych kenijskich liceach. Pracuję teraz nad następnym projektem, marzeniem które przyszło podczas pierwszego mojego przyjazdu do Nairobi, żeby stworzyć spółdzielnię pracy artystycznej w slamsie Mathare. Jest tam mnóstwo kobiet czy mężczyzn, którzy siedzą bezczynnie w domach i właśnie dla nich chciałabym dać możliwość udziału w warsztatach, gdzie będziemy się razem uczyć różnych rękodzielniczych technik, szycia, robienia na drutach, szydełku, wzorów na materiały. Będą uczyć miejscowe kobiety, które tam poznałam i cieszę się bardzo, że to da im możliwość uczciwego zarobku. Projekt realizuje w kolaboracji z Fundacją Razem Pamoja.    

READ MORE

Dlaczego MINT odbywa się w ramach ogromnej, komercyjnej imprezy zajmującej aż 14 tysięcy metrów kwadratowych? Jakie są reakcje kupców i dziennikarzy? M.E.: Cieszą się, że mogą tu być! To jest taka trochę inna część targów, gdzie nie ma tradycyjnych stoisk i wszystko zorientowane jest na produkt w minimalistycznej przestrzeni. To dla mnie wielki zaszczyt, że jesteśmy jedną z najczęściej odwiedzanych sekcji w całym Modefabriek, równie miło mi słyszeć, że dla niektórych jesteśmy tą ulubioną. Jeśli chodzi o decyzję o dołączeniu MINT do masowej imprezy to podjęłam ją bardzo świadomie. Mogłam oczywiście zorganizować niezależne targi, ale tego nie chciałam, bo chcę być częścią obecnego świata. Zrównoważona moda należy do przemysłu mody, nie jest czymś oddzielnym. Nie chciałam stworzyć przestrzeni gdzie przychodziliby tylko Ci kupcy, którzy już zdecydowali się na marki zrównoważone, tylko przyciągnąć wszystkich i przekonać ich. Zwykle goście nie orientują się nawet, od którego miejsca zaczyna się strefa MINT

READ MORE

Zamiast działać w pojedynkę, lub założyć firmę postawiły na współpracę opartą na horyzontalnym sposobie podejmowania decyzji, transparentności i szacunku do: środowiska, zwierząt i siebie nawzajem. Poznajcie: Emilię Oksentowicz, Dagmarę 'Dasię' Rolirad, Martę Żylis- założycielkę Te.ka, Natalię Faron, Kasię Głogowską- założycielkę Maszynowni i Anię Zawadzką.

READ MORE

Les Sublimes to paryska marka założona przez dwie przedsiębiorczynie, które udowadniają, że nasze codzienne decyzje zakupowe mogą wspierać rozwój kobiet w społecznościach na całym świecie. Zawsze bardzo cieszy mnie kiedy marki decydują się działać odpowiedzialnie. Dziewczyny zrobiły na mnie ogromne wrażenie swoją wiedzą i wrażliwością na globalny problem ubóstwa.

READ MORE

O kontrowersje dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu modowego pytam Magdalenę Krukowską, dziennikarkę, autorkę bloga „Biznes (nie)etyczny”. Magdalena jest nie tylko jedną z czołowych ekspertek w Polsce, ale też obieżyświatem z międzynarodowym doświadczeniem. Wcześniej pracowała m.in. w Europejskim Komitecie Społeczno- Ekonomicznym w Belgii i organizacji ekologicznej TEMA w Turcji…

READ MORE